Szukam drzwi. A właściwie może okna? Albo chociaż jakiejś dziury w murze? Tajemnego przejścia? Cokolwiek.

Dorosłość jest przereklamowana

Bardzo szukam czegoś, co sprawi, że wyjdę z moich murów które chcąc nie chcąc weszłam. I bardzo trudno mi z nich wyjść. Bo są rzeczy na które nie mam wpływu. Będąc dzieckiem zawsze myślałam, że bycie dorosłym jest takie fajne, bo można robić co się chce. Wiadomość z ostatniej chwili: nie można. Jeśli czyta te słowa jakiś gimnazjalista lub licealista: dorosłość jest przereklamowana. Wszystko co robisz, ma swoje konsekwencje, a co gorsze zdajesz sobie z nich sprawę. I to nie jest fajne. Dla mnie dorosłość to głównie jedna wielka odpowiedzialność.

Wiem, trochę brzmi to jak manifest przeciw dorosłości.

Drzwi? Okno? Dziura w murze? Tajemne przejście?

Właśnie dlatego szukam drzwi, okna, dziury w murze, albo chociaż tajemnego przejścia. Wiem, że muszę znaleźć coś, co pozwoli mi żyć w pełni przez najbliższe 5 miesięcy, a właściwie nawet to przez resztę życia. Póki co szukam po omacku. Bo nawet nie wiem czego dokładnie szukam. Drzwi? Okna? Dziury w murze? Tajemnego przejścia?

Chcę inaczej

A może szukam po prostu czegoś zupełnie innego? Czegoś jeszcze nie odkrytego. Mam w sercu ogromne pragnienie życia inaczej. Póki co problemem jest dla mnie zdefiniowanie co owe  „inaczej” dla mnie znaczy. A może tylko boję się sięgnąć po nie?

Bo nie jest łatwo żyć inaczej. No bo kto to widział tak wymyślać? W pracy nigdy nie będzie idealnie. Nie wybrzydzaj. Masz pracę, to się ciesz.

Tylko, że ja…ja chcę inaczej.

Chcę, aby praca to nie była tylko praca, ale coś co naprawdę kocham. Chcę robić to, co kocham i to, co mam głęboko w sercu.

Ryzyko. Strach.

Od tego chyba nigdy się nie uwolnię. Boję się. Boję się, bo nie wyjdzie. Boję się, bo się ośmieszę. Boję się, bo usłyszę „ a nie mówiłam?”

Tylko tak naprawdę nie wiemy jak to wszystko się potoczy. A nuż, to ryzyko się opłaci. I się uda. Jak z jazdą na łyżwach. Zawsze myślałam, że nie dam rady, że to nie dla mnie, w końcu ciężko mi wystać na jednej nodze. Spróbowałam. Okazało się, że nie było tak źle. Nie poddałam się po pierwszym upadku.

I chyba to jest recepta. Nie bać się. Próbować. Brzmi banalnie?

Od początku roku tak robię i nie wychodzę na tym źle. Robię rzeczy, o które nigdy bym siebie nie podejrzewała.

Chyba nie pozostaje nic innego jak eksperymentowanie. Wbrew wszystkiemu. I wszystkim.

To kto ma jakieś drzwi? No albo przynajmniej jakieś okno? 😉